Już w piątek rusza ORLEN Beach Volley Tour Rzeszów 2026. Stolica Podkarpacia znowu będzie tętnić plażowym życiem.
Od soboty, ze względu na wysokie rozstawienie z rankingu, rywalizację rozpocznie duet Julia Jaroszczak / Patrycja Jundziłł. Ta polska para ostatnio wywalczyła kwalifikację do mistrzostw Europy, a teraz powalczy o wygraną w Rzeszowie.
Sponsorem głównym turnieju jest Grupa ORLEN.
Niedawno wspólnie z Patrycją wywalczyłaś kwalifikację do mistrzostw Europy. Czy czujesz, że ten sukces dodał Wam pewności siebie przed kolejnymi startami? Czy raczej traktujesz go jako zamknięty rozdział i skupiasz się już wyłącznie na najbliższym turnieju?
Julia Jaroszczak: Myślę, że ten turniej pokazał nam, że to, co robimy, prowadzi nas w dobrą stronę i że grając swoją dobrą siatkówkę, jesteśmy w stanie wygrywać z najlepszymi parami w Polsce. Jednak w chwili obecnej jest to zamknięty rozdział. Skupiamy się po kolei na każdym turnieju, który przed nami.
To będzie pierwszy krajowy turniej tej rangi i Twój pierwszy występ w Rzeszowie. Czego spodziewasz się po tym obiekcie i atmosferze? Lubisz grać w nowych miejscach, czy potrzebujesz czasu, żeby poczuć się na nich swobodnie?
– Wiem, że obiekt przygotowywała ekipa, która wie czego nam jako sportowcom potrzeba najbardziej, więc spodziewam się samych dobrych rzeczy. A atmosfera? Mam nadzieję, że kibice wypełnią trybuny i poniosą nas swoim dopingiem po zwycięstwa. Siatkówka plażowa przyzwyczaiła mnie do tego, że co tydzień turnieje gramy w innych miejscach i trzeba się szybko adaptować do nowych warunków i chyba z biegiem lat przestało mi to sprawiać trudności.
Z jakim nastawieniem wyjdziesz na pierwszy mecz w Rzeszowie – bardziej z myślą o wyniku, czy o tym, żeby od początku narzucić swój styl gry i czerpać radość z rywalizacji?
– Wyjdę z nastawieniem, że wiem, że stać nas na naprawdę dużo i że pokazałyśmy już, że potrafimy grać naprawdę dobrą siatkówkę. Na pewno niezmiennie chcemy cieszyć się z każdej wygranej akcji i dać z siebie 110% na boisku. A na ile to wystarczy na turnieju w Rzeszowie? Zobaczymy już za kilka dni. Nie lubimy narzucać sobie presji na wynik.
Sezon jest ostatnio bardzo intensywny, a przed Tobą zarówno walka o jak najlepszy wynik w Rzeszowie, jak i za jakiś czas mistrzostwa Europy. Jak znaleźć równowagę między chęcią osiągnięcia dobrego rezultatu tu i teraz a przygotowaniem formy na najważniejszą imprezę lata?
– To prawda, sezon jest bardzo intensywny. Do tego dochodzi jeszcze praca, więc doba czasami jest za krótka. Myślę jednak, że to co u nas się sprawdza, to to, że znamy już bardzo dobrze swoje organizmy i wiemy kiedy musimy lekko odpuścić, żeby złapać świeżość, a kiedy mocniej przycisnąć z treningami. Staramy się w tym wszystkim zachować balans, żeby granie sprawiało nam jak najwięcej radości. A w wolnych chwilach żeby znaleźć równowagę i trochę nie myśleć o siatkówce, chociaż nie jest to łatwe. Staram się spędzać czas z rodziną i poświęcić im czas, którego w trakcie sezonu jest naprawdę mało.
Gdybyś po zakończeniu turnieju w Rzeszowie miała powiedzieć: „to był dla mnie naprawdę udany występ”, to co musiałoby się wydarzyć? Liczyłby się przede wszystkim wynik, jakość gry czy może coś jeszcze?
– Turniej w Rzeszowie jest bardzo mocno obsadzony, więc myślę, że powiem to w momencie, gdy będę wiedziała, że zagrałyśmy swoją siatkówkę i że miałyśmy "fun” na boisku.

